wtorek, 7 marca 2017

na "skórzanej" alejce


Lubię nazywać tę ulice magiczną leather lane albo lovley leather lane czyli urocza. Dlaczego? Od mojej pierwszej wizyty na lane, stała się ona dla mnie malutkim centrum wszechświata. Najpierw przywiązałam sie do małej kawiarni w której pracowałam jako barista a następnie wrosłam w środowisko kurierów. Ale zacznijmy od szczegółów! Leather lane mieści się w centrum miasta na dzielnicy zwanej Clerkenwell. Jest oddalona minutę spacerkiem od stacji metra Chancery Lane. Jedna z mniejszych uliczek zaraz za Holborn Circus. Jest to równoległa ulica do słynnej Hatton Gardens - słynnej z żydowskich (bez żadnych rasistowskich podtekstów, mówię serio) jubilerów. Historia Hatton Gardens to osobny pomysł na notkę, może któregoś dnia coś tu o historii wspomnę. Do rzeczy! 
Idąc od High Holborn, lane zaczyna się od dość popularnego pubu - Sir Christopher Hatton i kilku innych kawiarenek. Jeżeli udamy się tam w godzinach miedzy 12-15 trafimy na food market. Ceny są raczej standardowe jak na każdym innym food markecie w Londynie. Możemy spróbować klasycznego fallafella, curry, wietnamskich specjałów, pieczonych ziemniaczków a nawet greka ! Moim ulubionym stanowiskiem jest małe włoskie autko z burgerami. Dwaj panowie którzy to prowadzą troszkę wyglądają jak Mario i Luigi tak ich zreszta nazywam. Podobno burgery maja super - nie jadłam ale lubie tych gości jeszcze z czasów pracy w kawiarni. Poza jedzeniem są tez ciuchy, tanie perfumy, bielizna, pokrowce na telefony, kwiaty i torby. Nasz przyjaciel Lennox o którym wspomniałam już wcześniej bardzo udziela sie przy markecie. Pomaga kiedy jest ruch i rozkłada oraz zamyka biznes. Dzięki niemu zakupiłam bardzo tanio największa walizkę jaka w życiu widziałam przed moim wyjazdem do Australii. Dzięki niemu często dostajemy owoce i warzywa pod koniec dnia. Lennox ogarnia je od koleżanki Jackie która prowadzi stragan z warzywami. Jackie rano kupuje tosta z bekonem i dolewa do niego sosu octowego. Pamietam to jeszcze z czasów pracy w kawiarni i zawsze wydawało mi sie to zwyczajnie obrzydliwe! Lennox przy okazji ogarnia nam zniżkę do małej śniadaniowej knajpki zaraz obok Full City - Chino's. Maja tam standardowo full english, kanapki, bajgle itp. Pod wieczór kiedy wszelkie biznesy sie zamykają często dostajemy jedzenie za darmo również z innych miejsc. Regularnie stoi kolejka kurierów oraz legendarny Edward przy Eat po kanapki i sałatki których nie sprzedali w ciagu dnia. Dlaczego Edward jest legendarny? Jest on kolejną zagadką Leather Lane. Człowiek ten najwyraźniej wyjechał ponad dwa lata temu z USA do Londynu. Od tamtej pory mieszka w hostelu w połowie drogi miedzy lane a king cross. Zawsze puszcza bardzo dziwny typ jazzu z głośnika przymocowanego do jego roweru. Muzyka jest dość głośna wiec nawet ze sporej odległości słyszę ze nadchodzi. Gdy pada deszcz Edward zawsze nosi żeglarski sztormiak - spodnie, kurtka a nawet śmieszną czapeczkę. Kiedyś spytałam czy zdaje sobie sprawę że nosi zestaw żeglarski. Odpowiedział mi, że owszem, że podobno w stanach mieszkał gdzieś nad oceanem i często wypływał na rejsy. Dodatkowo Edward wie wszystko o kokainie. Jeżeli macie ochotę zaczerpnąć wiedzy w tym temacie to Ed opowie wam wszystko: ceny, rodzaje, rodzaj uniesienia po zażyciu , kraj pochodzenia oraz historie jakie mu towarzyszyły (często pełne sexu i kobiet) kiedy to brał. Gdy jednak zapytacie go o dom w stanach to odpowie, że ma kochająca żonę i ogromny dom, który jest teraz pusty od kiedy dzieci się wyprowadziły. Edward ma przy okazji obcykaną całą gastronomię w Londynie. Dostaje pełno żarcia za free a przed moim wyjazdem chwalił się że raz w tygodniu chodzi do jakiejś knajpy na wine tasting gdzie upija sie za darmo pysznym winem. Edward to chodząca rewelacja - przysięgam. Jednocześnie to bardzo dobry człowiek z typowym dla Amerykanów udawaniem, że cie słucha i obchodzi go to co mówisz (chyba z pięć razy mówiłam mu że mam chłopaka i za każdym razem bym bardzo zaskoczony !). Edward jak każdy jest mile widziany w full city. Georg jako że tez jest z USA często ucina sobie z nim długie pogawędki - co tam w stanach piszczy. Edward przywozi im zresztą kupę żarcia co szczególnie cieszy Stewarta bo to duży facet i Jeanine bo ona uważa że Georg nic nie je tylko pracuje i gada. Co jest zresztą prawdą - dlatego jest taki chudy. Full city to chyba najlepszy sklep rowerowy na świecie . Nie chodzi o jakość serwisu chociaż ja muszę przyznać nie mogłabym być bardziej zadowolona! Ale o atmosferę! To najmniejszy sklep na leather lane ale z największym sercem. Drzwi zawsze są otwarte jak chcesz wpaść pogadac , napić sie słynnej przelewówki i posłuchać muzyki. Nie jestem wstanie powiedzieć ile wieczorów własnie tak spędziłam i to były wspaniałe chwile. Jeanine - partnerka Georga w biznesie (i nie tylko!) prowadzi również zajęcia typu Spinning. Bardzo chciałabym szczeże je polecić ale... byłam raz i nawet z kondycją kuriera byłam wykończona! Nigdy się tak nie spociłam w życiu! Oczywiście pół żartem pół serio - jak najbardziej polecam podpytać Jeanine jak będziecie w Londonynie bo tak naprawdę to świetna sprawa!Jeżeli odwiedzisz leather lane w weekend spotka Cię - cisza. Tak wlaśnie. Tylko kilka miejsc na lane w weekend jest otwarte. Polecam odwiedzić kawiarnie Prufrock. Mają charakterystyczne drzwi z uchwytami zrobionymi z temperów do kawy zamiast klamek. Parzą zresztą rekreacyjną kawę a ich wegańskie browni jest chyba najlepszym ciastem jakie jadłam zaraz po babcinym pierniku. Otwarty jest standardowo subway, pub przy full city w którym wszyscy kurierzy sikają ale nikt nic nie kupuje oraz KIN. To restauracja azjatycka. Matko jakie tam maja pyszne żarcie ! Serio teraz kiedy to pisze tak w zasadzie to jestem w samolocie z Tajlandii do Melbourne. I wierzcie mi tak dobre zielone curry jak oryginalne tajskie można zjeść tylko w KIN! Oczywiście otwarte jest tez w Full city i od razu ostrzegam jeżeli myślisz, że umówisz się z Georgem na szybki serwis w sobotę rano to od razu mowię nic nie planuj na później. Na miejscu powstaje jakaś czasowa czarna dzióra! Przychodzisz - przychodzą odziwo znajomi, kupujecie po cydrze, rysujecie kredą po ulicy, testujecie różne rowery, pijecie kawę i boom już 14! Klasyk. A jeżeli planujesz alley cat (kurierski wyścig) na 15 to od razu mówię, że jak zacznie sie o 17 to i tak dobry czas. Ale zdecydowanie najlepszym dniem na wizytę na leather lane są piątki. Kiedy to po 17.30 zjeżdżają sie wszyscy kurierzy i znajomi na rowerach. Wszyscy siedzą na chodniku, piją piwko i po prostu cieszą sie sobą. Chłopaki robią triki na fixach, czasem ktoś wpadnie z deskorolką. Ktoś puszcza muzykę, ktoś wcina darmową kanapkę z Eat. Jest wesoło czasem za głośno. Atmosfera troszkę jak z festiwalu. Zdarza sie, że niektórzy lekko przesadzą i trzeba potem przypinać rower do ich własnego paska bo zasnęli 🙈. Zdarza się też, że pojawią się inni kurierzy ze stanów czy Kanady - nie ma miedzy nami barier wiec każdy jest traktowany jak członek rodziny. Czasem pojawi się jakiś obcy Australijczyk, który nigdy nie był w Anglii, nie jest kurierem ale lubi rowery. Czasem taki kangur pokocha cię od pierwszego wejrzenia i następnie w efekcie jesteś tysiące kilometrów daleko od leather lane, piszesz tę notkę na swojego kurierskiego bloga mimo że kurierem juz nie jesteś - i cholernie tęsknisz. Bardzo często powtarzam i powiem to po raz kolejny: Leather lane to dla mnie wyjątkowe miejsce - tu poznałam przyajciół. Tu się śmiałam, płakałam, próbowałam różnych rzeczy, przekraczałam własne granice, tu straciłam godność i odzyskałam ją nie raz 😉 tu się zakochałam i tu mam nadzieję, że kiedyś wrócę napić się polskiego piwa z kumplami i posłuchać historii George'a.