Tak jest! Przyszło! Po długiej na szczęście nie zbyt chłodnej zimie, totalnie omijając wiosnę przyszło lato. Zaskoczyło nas kurierów niczym zima kierowców co roku w Polsce. Pogoda jest absolutnie fantastyczna. Pomijając dzisiejszą chwilową ulewę. Ręce, kark, nos i nogi mam lekko przypieczone słońcem. Miniony tydzień był ogólnie kompletnie na opak. Ominą nas poniedziałek z powodu bank holidays, we wtorek zrobiliśmy sobie mały piątek czego żałowaliśmy w środę rano. Czwartek przeleciał jak szalony a piątkowa noc zakończyła się w sobotę późnym popołudniem.
Ale właśnie, te piątkowe, wtorkowe które kolwiek "owe" szaleństwa były by niczym gdyby nie ludzie! Kurierzy mam na myśli. To ludzie kompletnie oderwani od rzeczywistości. Bo przecież kto normalny pracował by w taki sposób? Nadstawiać karku dla czyjegoś kontraktu, pudełka czekoladek, koszuli od Hawikes czy tam cudzego paszportu?! Wiecie, no trzeba być lekko nienormalnym. Ja osobiście uważam, że z kurierami i naszą pracą ogólnie to jest jak z kozim serem. Można to kochać albo nienawidzić. Rozumiecie? Nie da się troszkę lubić koziego sera, ma zbyt charakterystyczny smak, który dla sympatyków tego produktu jest rozkoszą podniebienia dla reszty natomiast ( w tym mnie) smakuje jak koza dosłownie. Tak samo nie da się troszkę lubić takiej pracy, nie da się troszkę lubić tych ludzi. Chyba, że kompletnie nie zdajesz sobie sprawy z ich istnienia jak ja kiedyś. Wtedy oczywiście są ci obojętni. Każdy z nich jest kompletnie inny jednak sporo nas łączy. W zasadzie nigdy nie spotkałam tak szalonych, kreatywnych a jednocześnie porąbanych ludzi. Zawsze wiedziałam, że przyciągam takich wariatów bo sama nie jestem normalna ale tutaj to zdecydowanie osiągnęło inny wymiar. Jednym z najbardziej charakterystycznych osób w tym zacnym gronie jest BBQ Mike. Barbie - bo tak go większość z nas nazywa pochodzi z Australii. Nikt do końca nie wie ile ma lat ale sądząc po zmarszczkach i jego historiach ale chyba ze 40. Jest szczupły, niski i rudy. Mieszka na squcie z innymi kurierami. Szczerze mówiąc to najbardziej szaloną rzeczą w BBQ jest to, że on w ogóle jeszcze życie. Bardzo rzadko zdarza mi się widzieć go trzeźwego. Podobno ma zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych aż do 2026 roku. Wiem, że pracował tam jako kurier ale nie wiem co przeskrobał. W zeszłym roku chłopaki pojechali na mistrzostwa świata kurierów do Mediolanu. BBQ standardowo nie trzeźwiał. W dzień wyjazdu wszyscy widzieli go gdzieś leżącego pod schodami a miał wracać samolotem. Kilka godzin później jeden z kurierów zadzwonił do niego czy żyje. BBQ żył i już był w centrum Londynu w dodatku już lub wciąż nie trzeźwy. Jest to po prostu człowiek legenda. Jednocześnie jest dobrym kolegą. Zawsze daje mi karty z Gwiezdnych Wojen. Jak dostałam pracę to sprzedał mi tanio porządną, kurierską torbę. Nawet poznał moich rodziców! Żona mojego taty stwierdziła potem, że żałuje, że nie zrobiła sobie z nim zdjęcia.
Kolejnym z ciekawszych postaci jest Shane. Niestety wyjechał w marcu do Włoch po drodze żeniąc się ze swoją partnerką na Giblartarze czym zaskoczył nas wszystkich.
Shane również jest z Australii ale z nieznanych przyczyn mówi z amerykańskim nieco kaliforńijskim akcentem. Atis, kurier z Rygi stwierdził, że jak rozmawia z Shane'em to ma ochotę na woskować deski z kumplami i poserfować. Pamiętam, że Shane w odpowiedzi wybuchną śmiechem a potem dodał, że woskowanie desek to nie jest jakaś bardzo socjalizująca czynność, którą robi się z kumplami.
Z Shanem poznałam się w pewien grudniowy piątek na Leather Lane w czasie zawodów Alleycats, którym z pewnością poświęcę całą notkę bo to kolejny szeroki temat. Gdy chłopaki wystartowali, Shane rykną mi do ucha " co to za zawody dla kurierów bez kurierskich toreb". I tak to się zaczęło. Potem okazało się, że Shane poza byciem kurierem jest również tatuażystą i to świetnym! Więc, aktualnie mam całe przed ramię już przez niego wydziarane.
Ten człowiek nie tylko jest cholernie utalentowany w tej dziedzinie ale jest również bardzo uduchowiony ale broń boże nie religijny. Ma gigantyczny nos, długie włosy i ogólnie wygląda jak taki niedomyty włóczykij. Swego czasu jako kurier w Australii rozwoził kwiaty. Uważam, że to cholernie urocze. Wiecie, jak jedziesz z listem, umową, kontraktem czy wizą no to bądźmy szczerzy, nikt się nie ekscytuje poza ewentualnie samym sobą jeżeli wyrobiłeś się w dobrym czasie. Ale jak przywozisz kwiaty to wszyscy się cieszą. Bo to po prostu miłe dostać kwiaty. Brakuje mi tych głębokich rozmów o sensie wszechświata i pozytywnej energii jaką ludzie powinni nosić w sercach.
Prawdziwym człowiekiem zagadką jest Lennox. Nigdy nie pracował jako kurier i pewnie nigdy nie będzie. Ogólnie do końca nie wiadomo czym się zajmuje. Ktoś wspominał, że pomaga przy food markecie na Leather Lane w ciągu dnia. Nikt nawet nie wie gdzie Lennox mieszka i czy to faktycznie jego prawdziwe imię. Lennox po prostu jest przyjacielem kurierów, Full City i Leather Lane od lat. Zna się na rowerach. Jest fantastycznym kolegą i jednocześnie najgłośniejszym. Czasem ku uciesze chłopaków dzieli się trawką za darmo. Ku mojej uciesze natomiast czasem kupuje mi piwo. Zawsze nazywa mnie "miss star wars". Jest bardzo spostrzegawczy, mam wrażenie, że przez oczy zagląda mi prosto w serce. Jest też dość nerwowy, szczególnie po kilku/kilkunastu ciderach. W któryś kwietniowy piątek około godziny 17 było już sporo kurierów na Leather Lane. Jako, że było to dość wcześnie, wszyscy mieli jeszcze włączone radia w razie gdyby dostali zlecenie. Zrobiła się istna symfonia radiowa., która podziałała Lennoxowi na nerwy. "Czy wszyscy kurierzy, którzy nie mają ochoty już dziś pracować mogą wyłączyć radia?! Chce słyszeć wasze rozmowy a nie waszych kontrolerów!".
Mamy z Adamem jednego kolegę, starszego kuriera. Na imię mu Clym. Jest w wieku mojego ojca. Pracuje jako kurier ponad 30 lat! Poznaliśmy go za czasów gdy Adam pracował dla "Stuart'a" a ja w Deliveroo. Clym wygląda jak każdy inny kurier, jest nie za czysty, nosi spodnie 3/4, ma umięśnione łydki i mały piwny mięsień. Lekko siwawy ale w tym wieku to normalka. Clym również zachowuje się jak każdy inny kurier. Pije piwo, wiecznie gada o rowerach i przygodach na drodze. Ale! Chodzi o to, że Clym to jednocześnie zupełnie przeciętny rodzinny facet. Jak patrzy się na jego zdjęcia z fejsbuka to wygląda jak Kevin Spacey w filmie "American Beauty". Nosi koszulki polo, normalne spodnie. Pozuje do zdjęć z uroczą żoną i córeczką przy zamkach, knajpach i górach - typowe fotki z wakacji. Na fejsbuku wygląda po prostu jak każdy inny facet w tym wieku. Adam i ja czasem przeglądamy te zdjęcia, ja płacze ze śmiechu gdy Adam pokazuje mi zbliżenie na Clyma jedzącego krewetki w Barcelonie i mówi "uwierzysz, że ten człowiek jest kurierem od 30 lat?".
Żeby nie było, że ten nasz światek jest aż tak zdominowany przez facetów (a jest mimo wszystko) przedstawię wam chociaż jedną dziewczynę. Kurierek jest zdecydowanie nie wiele. Ja osobiście znam tyko kilka w tym siebie. Jednak jedną z najbardziej interesujących jest moim zdaniem Lajla. Co prawda z tego co czuje, ona za mną nie przepada ale nie będziemy się tym przejmować. Lajla pochodzi z Litwy. Jest chyba ciut starsza ode mnie. Przepiękna brunetka, ma kilka świetnych tatuaży i zawsze ciekawy makijaż. Poza tym, że pracuje jako kurier jest też mechanikiem w Full City. Jak wspominałam kurierek jest nie wiele ale kurierek, które pracują jako mechanik jest jeszcze mniej! Możecie sobie wyobrazić jakie ma powodzenie wśród klientów Full City i oczywiście samych kurierów. Myślę, że Georg poza tym, że szanuje ją jako świetnego pracownika, traktuje ją też troszkę jako maskotkę sklepu. Nie zrozumcie mnie źle, Lajla nie jest słodką, uroczą dziewczyną. Wręcz przeciwnie. To pewna siebie, dojrzała babka! Ale facetom miękną kolana jak wychodzi i pyta się w czym pomóc a jeszcze bardziej twardnieją inne rzeczy jak Lajla zabiera się na ich oczach za ich rower.
Na początku tego posta, napisałam, że każdy z nas jest inny ale sporo nas łączy. Chodzi o to, że część z nas pracuje w ten sposób bo nie chciała normalnego życia. Niektórzy tak jak ja, istnieli i ciągle czuli, że nie pasują. Myśleli, że odnajdą się jakoś w dzisiejszym systemie, że jakoś to będzie. Ale to nie dla nas. Tak jak nie da się nagle polubić koziego sera. Mamy szczęście, że robimy to co kochamy. I to właśnie nas scala. Pasja do rowerów, która jest zaraźliwa i odrobina szaleństwa ale z tym to już trzeba się urodzić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz