Z góry przepraszam za wszelkie błędy ale pisanie na australijskim laptopie nie jest proste :)
Ta notka będzie troszke inna niż poprzednie. Zainspirowana ostatnimi wydarzeniami w Londynie po prostu nie mogę się powstrzymać, żeby wreszcie coś powiedzieć.
Na początku pragnę podkreślić jak bardzo atak na moście Westminister mną wstrząsną. Kiedy jesteś kurierem wydaje Ci się, że znasz miasto tak dobrze, że po prostu nic złego nie może Ci się stać. Czujesz się bezpiecznie po prostu wszystko jest dla Ciebie swojskie i znasz anatomię miasta lepiej niż własną czy swojego partnera. Warto również dodać, że przeciętny kurier bywa na wspomnianym moście czasem nawet kilka radzy dziennie. Jak tylko przeczytałam o tym zamachu w pierwszej chwili pomyślałam o kurierach - moich przyjaciołach czy wszystko z nimi w porządku. Szybko okazało się, że wszyscy są cali i zdrowi. A jednak... ataki, które powtarzają się w Europie ostatnio już dość regularnie są wręcz zatrwarzające. Nawet jeżeli mieszkasz daleko na szczęśliwej wyspie to jest to temat, którego nie można zignorować.
Zawsze uważałam się za pacyfiste, troszkę utopistę z nadzieją, że kiedyś stworzymy świat pełen miłości, pokoju i szacunku dla wszystkich. W moim marzeniu nie ma miejsca na boga. Przykro mi jeżeli czytają to osoby wierzące, to moja własna opinia ale uważam, że wiara w boga to śplepy zaułek. Sama kiedyś tam zawędrowałam i po latach lektury, filmów, wypowiedzi i po prostu życia - zdałam sobie sprawę, że boga nie ma a jeżeli wydaje Ci się, że jest to tracisz na to czas.
Ale nie o tym jest na notka. Ustalmy coś... KAŻDY WIERZY W TO CO CHCE. Tak?! Każdy ma prawo. Jak dla mnie to możesz wierzyć nawet w latającego boga spagetii. Ale ustalmy drugą rzecz. Wierzysz w to co chcesz ale nie narzucaj tego innym. Oczywiście poza swoim potomstwem. Spoko, możesz mnie przekonywać i wmawiać mi, że bóg spagettii sprawi, że moje życie stanie się pełne i satysfakcjonujące, że dzięki niemu obdaże miłością bliżniego itp itd.... Może. Dopóki sobie rozmawiamy jest świetnie. Ale jeżeli zrzucasz na innych bomby bądź sam jesteś bombą bo teraz to jest święta wojna a koran każe tępić nie wierzących no to sorry ale nie ma nic gorszego na świecie niż to. Mamy XXI wiek. Wyprawy krzyżowe skończyły się w zeszłym tysiącleciu. Oczywiście od ataków terrorystycznych różniły się tylko wyposażeniem i skalą ataku ale jednak. Kolejna religia narzuca coś przez przemoc. Dla mnie nie ma znaczenia czy jesteś katolikiem na wyprawie krzyżowej, czy muzłumaninem samobójcą z bombą na pupie czy Adolfem Hitlerem, który po prostu nie lubiał żydów więc postanowił się ich pozbyć. To wszystko jest chore i absolutnie nie dopuszczalne. Może powiem to zbyt kolokwialnie ale ... co to za opcja?!
Każde narzucanie jakiej kolwiek Twojej własnej opinii jest złe. Powiem wam dlaczego! Ponieważ nie ma czegoś takiego jak normalność. Nie możesz zdefiniować bycia normalnym patrząc swoją perspektywą. To że wychowałaś/wychowałeś się w katolickiej rodzinie a teraz masz dzieci i rodzine i je też wychowujesz w tej wierze nie znaczy, że to jest normalne. To jest normalne dla Ciebie. I pewnie u Ciebie się to sprawdza. To że masz burkę na sobie i 5 razy dziennie modlisz się na klęczkach do Allaha to też nie znaczy, że jesteś normalny/normalna. To, że, mieszkasz w klasztorze i jesteś mnichem nie jesz czosnku ani cebuli i generalnie medytujesz non stop to też nie jest normalne bo czegoś takiego po prostu nie ma. Normalność nie istnieje. To jest moim zdaniem pierwsza życiowa prawda, Druga to - każdy chce być szczęśliwy. Każdy. Po prostu każdy szuka na to innej recepty. Twoja nie jest lepsza niż moja. Są inne bo są personalne. Taki przykład... jakiś czas temu już chyba prawie rok... pewna znajoma z dzieciństwa, z którą nie miałam kontaktu już od dobrych 7 lat napisała o mnie notkę na swoim facebooku. Bardzo się zdziwiłam ponieważ nie widziałam jej od lat a nawet gdy ją gdzieś tam spotkałam to kończyło się na "cześć". Jednak nasze mamy się przyjaźnią wiec dziewczyna jakieś ploteczki z mojego życia zna. Plus nie byłyśmy znajomymi na facebooku więc tym bardziej zdziwiłam się, że w ogóle przyszło jej do głowy pisać na mój temat. Notka była wyjątkowo złośliwa. Znajoma krótko mówiąc zjechała mnie z gównem ludzkości zaczynając od mojego wyglądu a kończąc na moim mózgu, który porównała do pantofelka. Czy sobie zasłużyłam? Nie wiem. Nawet jeżeli to wydaje mi się, że jakaś praktycznie już obca osoba nie ma prawda wymierzać mi sprawiedliwośći równając mnie z błotem. Byłam bardzo mocno zaskoczona ponieważ znajoma ta jest mi bardzo odległa a wypomniała tam pełno szczegułów z mojego życia rodzinnego oraz prywatnego ubarwiając to wszystko drobnymi kłamstwami. Pytanie dlaczego? Już prawie rok a ja ciągle nie wiem. Dziewczyna generalnie ma spore pokłady gniewu, żeby się wyżywać to na pewno ale poza tym dlaczego? Właśnie tutaj wracamy do tematu. Czy to, że wydaje nam się, że ktoś jest inny to od razu jest gorszy? To, że ja wybrałam dla siebie inną rzeczywistość czy to źle? Nie. Nie wiem jak jest u niej ale wychodząc z założenia, że każdy chce być szczęśliwy to mam nadzieje, że jakoś jej to idzie. Ja bardzo nie lubię dzieci. Osoby które mnie znają wiedzą o tym doskonale. Ja i mój partner nie planujemy ich. Ale to nie jest tak, że teraz wysadzamy każdego znajomego z dzieckiem. Ja jestem weganką ale to nie jest tak, że atakuje osoby jedzące mięso. Ja nie atakuje i nie chce być atakowana. Proste. To czy ktoś ma lepiej czy gorzej to jest ich indywidualna sprawa. Zazdrość to chyba najgrosze uczucie. Nie wiem czy terroryzm zaciera o zazdrość ale ja widzę ją w swoim życiu. Widzę to czytając gazety czy przeglądając instagram gdzie zazdrośni ludzie hejtują wszystko co możliwe. Po co? Dlaczego? Jeżeli masz jakieś ogromne pokłady gniewu - pobiegaj, zapisz się na box, rób to co kochasz. Jakże były by łatwiej na tym świecie bez tej zawiści, zazdrości i walk kto ma rację. Bez walk czyj bóg jest ważniejszy skoro może on wcale nie istnieje? A gdyby istniał to czy byłby zadowolony? Księża pedofile, Watykan ze swoimi tajemnicami i bogactwem gdzie dzieci na świecie głodują i potrzebują wsparcia. Politycy upokarzający nasz naród i siebie samych. Jeszcze nie nastoletni chłopcy biegają z bronią w ręku w Syrii. Dyskusje dzielące rodziny, sąsiadów, przyjaciół na temat imigrantów. Walka czy homosexualizm to choroba czy styl życia?! A co ci tak na prawdę do tego? Każdy chce być szczęśliwy. Twoja normalność nie jest moją normalnością. Twoja nie jest lepsza od mojej. I nie ważne do kogo się modlisz wieczorem ale jeżeli on istnieje to wierz mi - na pewno nie jest zadowolony. Pierwszym krokiem do lepszego świata jest zmiana naszych zachowań. Mniej zazdrości i porównywania. Postaraj się żyć chwilą a nie marnować czas na podglądanie życia innych. Pomyśl co sprawia Ci radość i rób to.
Pozdrawiam
sobota, 1 kwietnia 2017
wtorek, 7 marca 2017
na "skórzanej" alejce
Lubię nazywać tę ulice magiczną leather lane albo lovley leather lane czyli urocza. Dlaczego? Od mojej pierwszej wizyty na lane, stała się ona dla mnie malutkim centrum wszechświata. Najpierw przywiązałam sie do małej kawiarni w której pracowałam jako barista a następnie wrosłam w środowisko kurierów. Ale zacznijmy od szczegółów! Leather lane mieści się w centrum miasta na dzielnicy zwanej Clerkenwell. Jest oddalona minutę spacerkiem od stacji metra Chancery Lane. Jedna z mniejszych uliczek zaraz za Holborn Circus. Jest to równoległa ulica do słynnej Hatton Gardens - słynnej z żydowskich (bez żadnych rasistowskich podtekstów, mówię serio) jubilerów. Historia Hatton Gardens to osobny pomysł na notkę, może któregoś dnia coś tu o historii wspomnę. Do rzeczy!
Idąc od High Holborn, lane zaczyna się od dość popularnego pubu - Sir Christopher Hatton i kilku innych kawiarenek. Jeżeli udamy się tam w godzinach miedzy 12-15 trafimy na food market. Ceny są raczej standardowe jak na każdym innym food markecie w Londynie. Możemy spróbować klasycznego fallafella, curry, wietnamskich specjałów, pieczonych ziemniaczków a nawet greka ! Moim ulubionym stanowiskiem jest małe włoskie autko z burgerami. Dwaj panowie którzy to prowadzą troszkę wyglądają jak Mario i Luigi tak ich zreszta nazywam. Podobno burgery maja super - nie jadłam ale lubie tych gości jeszcze z czasów pracy w kawiarni. Poza jedzeniem są tez ciuchy, tanie perfumy, bielizna, pokrowce na telefony, kwiaty i torby. Nasz przyjaciel Lennox o którym wspomniałam już wcześniej bardzo udziela sie przy markecie. Pomaga kiedy jest ruch i rozkłada oraz zamyka biznes. Dzięki niemu zakupiłam bardzo tanio największa walizkę jaka w życiu widziałam przed moim wyjazdem do Australii. Dzięki niemu często dostajemy owoce i warzywa pod koniec dnia. Lennox ogarnia je od koleżanki Jackie która prowadzi stragan z warzywami. Jackie rano kupuje tosta z bekonem i dolewa do niego sosu octowego. Pamietam to jeszcze z czasów pracy w kawiarni i zawsze wydawało mi sie to zwyczajnie obrzydliwe! Lennox przy okazji ogarnia nam zniżkę do małej śniadaniowej knajpki zaraz obok Full City - Chino's. Maja tam standardowo full english, kanapki, bajgle itp. Pod wieczór kiedy wszelkie biznesy sie zamykają często dostajemy jedzenie za darmo również z innych miejsc. Regularnie stoi kolejka kurierów oraz legendarny Edward przy Eat po kanapki i sałatki których nie sprzedali w ciagu dnia. Dlaczego Edward jest legendarny? Jest on kolejną zagadką Leather Lane. Człowiek ten najwyraźniej wyjechał ponad dwa lata temu z USA do Londynu. Od tamtej pory mieszka w hostelu w połowie drogi miedzy lane a king cross. Zawsze puszcza bardzo dziwny typ jazzu z głośnika przymocowanego do jego roweru. Muzyka jest dość głośna wiec nawet ze sporej odległości słyszę ze nadchodzi. Gdy pada deszcz Edward zawsze nosi żeglarski sztormiak - spodnie, kurtka a nawet śmieszną czapeczkę. Kiedyś spytałam czy zdaje sobie sprawę że nosi zestaw żeglarski. Odpowiedział mi, że owszem, że podobno w stanach mieszkał gdzieś nad oceanem i często wypływał na rejsy. Dodatkowo Edward wie wszystko o kokainie. Jeżeli macie ochotę zaczerpnąć wiedzy w tym temacie to Ed opowie wam wszystko: ceny, rodzaje, rodzaj uniesienia po zażyciu , kraj pochodzenia oraz historie jakie mu towarzyszyły (często pełne sexu i kobiet) kiedy to brał. Gdy jednak zapytacie go o dom w stanach to odpowie, że ma kochająca żonę i ogromny dom, który jest teraz pusty od kiedy dzieci się wyprowadziły. Edward ma przy okazji obcykaną całą gastronomię w Londynie. Dostaje pełno żarcia za free a przed moim wyjazdem chwalił się że raz w tygodniu chodzi do jakiejś knajpy na wine tasting gdzie upija sie za darmo pysznym winem. Edward to chodząca rewelacja - przysięgam. Jednocześnie to bardzo dobry człowiek z typowym dla Amerykanów udawaniem, że cie słucha i obchodzi go to co mówisz (chyba z pięć razy mówiłam mu że mam chłopaka i za każdym razem bym bardzo zaskoczony !). Edward jak każdy jest mile widziany w full city. Georg jako że tez jest z USA często ucina sobie z nim długie pogawędki - co tam w stanach piszczy. Edward przywozi im zresztą kupę żarcia co szczególnie cieszy Stewarta bo to duży facet i Jeanine bo ona uważa że Georg nic nie je tylko pracuje i gada. Co jest zresztą prawdą - dlatego jest taki chudy. Full city to chyba najlepszy sklep rowerowy na świecie . Nie chodzi o jakość serwisu chociaż ja muszę przyznać nie mogłabym być bardziej zadowolona! Ale o atmosferę! To najmniejszy sklep na leather lane ale z największym sercem. Drzwi zawsze są otwarte jak chcesz wpaść pogadac , napić sie słynnej przelewówki i posłuchać muzyki. Nie jestem wstanie powiedzieć ile wieczorów własnie tak spędziłam i to były wspaniałe chwile. Jeanine - partnerka Georga w biznesie (i nie tylko!) prowadzi również zajęcia typu Spinning. Bardzo chciałabym szczeże je polecić ale... byłam raz i nawet z kondycją kuriera byłam wykończona! Nigdy się tak nie spociłam w życiu! Oczywiście pół żartem pół serio - jak najbardziej polecam podpytać Jeanine jak będziecie w Londonynie bo tak naprawdę to świetna sprawa!Jeżeli odwiedzisz leather lane w weekend spotka Cię - cisza. Tak wlaśnie. Tylko kilka miejsc na lane w weekend jest otwarte. Polecam odwiedzić kawiarnie Prufrock. Mają charakterystyczne drzwi z uchwytami zrobionymi z temperów do kawy zamiast klamek. Parzą zresztą rekreacyjną kawę a ich wegańskie browni jest chyba najlepszym ciastem jakie jadłam zaraz po babcinym pierniku. Otwarty jest standardowo subway, pub przy full city w którym wszyscy kurierzy sikają ale nikt nic nie kupuje oraz KIN. To restauracja azjatycka. Matko jakie tam maja pyszne żarcie ! Serio teraz kiedy to pisze tak w zasadzie to jestem w samolocie z Tajlandii do Melbourne. I wierzcie mi tak dobre zielone curry jak oryginalne tajskie można zjeść tylko w KIN! Oczywiście otwarte jest tez w Full city i od razu ostrzegam jeżeli myślisz, że umówisz się z Georgem na szybki serwis w sobotę rano to od razu mowię nic nie planuj na później. Na miejscu powstaje jakaś czasowa czarna dzióra! Przychodzisz - przychodzą odziwo znajomi, kupujecie po cydrze, rysujecie kredą po ulicy, testujecie różne rowery, pijecie kawę i boom już 14! Klasyk. A jeżeli planujesz alley cat (kurierski wyścig) na 15 to od razu mówię, że jak zacznie sie o 17 to i tak dobry czas. Ale zdecydowanie najlepszym dniem na wizytę na leather lane są piątki. Kiedy to po 17.30 zjeżdżają sie wszyscy kurierzy i znajomi na rowerach. Wszyscy siedzą na chodniku, piją piwko i po prostu cieszą sie sobą. Chłopaki robią triki na fixach, czasem ktoś wpadnie z deskorolką. Ktoś puszcza muzykę, ktoś wcina darmową kanapkę z Eat. Jest wesoło czasem za głośno. Atmosfera troszkę jak z festiwalu. Zdarza sie, że niektórzy lekko przesadzą i trzeba potem przypinać rower do ich własnego paska bo zasnęli
. Zdarza się też, że pojawią się inni kurierzy ze stanów czy Kanady - nie ma miedzy nami barier wiec każdy jest traktowany jak członek rodziny. Czasem pojawi się jakiś obcy Australijczyk, który nigdy nie był w Anglii, nie jest kurierem ale lubi rowery. Czasem taki kangur pokocha cię od pierwszego wejrzenia i następnie w efekcie jesteś tysiące kilometrów daleko od leather lane, piszesz tę notkę na swojego kurierskiego bloga mimo że kurierem juz nie jesteś - i cholernie tęsknisz. Bardzo często powtarzam i powiem to po raz kolejny: Leather lane to dla mnie wyjątkowe miejsce - tu poznałam przyajciół. Tu się śmiałam, płakałam, próbowałam różnych rzeczy, przekraczałam własne granice, tu straciłam godność i odzyskałam ją nie raz
tu się zakochałam i tu mam nadzieję, że kiedyś wrócę napić się polskiego piwa z kumplami i posłuchać historii George'a.
Idąc od High Holborn, lane zaczyna się od dość popularnego pubu - Sir Christopher Hatton i kilku innych kawiarenek. Jeżeli udamy się tam w godzinach miedzy 12-15 trafimy na food market. Ceny są raczej standardowe jak na każdym innym food markecie w Londynie. Możemy spróbować klasycznego fallafella, curry, wietnamskich specjałów, pieczonych ziemniaczków a nawet greka ! Moim ulubionym stanowiskiem jest małe włoskie autko z burgerami. Dwaj panowie którzy to prowadzą troszkę wyglądają jak Mario i Luigi tak ich zreszta nazywam. Podobno burgery maja super - nie jadłam ale lubie tych gości jeszcze z czasów pracy w kawiarni. Poza jedzeniem są tez ciuchy, tanie perfumy, bielizna, pokrowce na telefony, kwiaty i torby. Nasz przyjaciel Lennox o którym wspomniałam już wcześniej bardzo udziela sie przy markecie. Pomaga kiedy jest ruch i rozkłada oraz zamyka biznes. Dzięki niemu zakupiłam bardzo tanio największa walizkę jaka w życiu widziałam przed moim wyjazdem do Australii. Dzięki niemu często dostajemy owoce i warzywa pod koniec dnia. Lennox ogarnia je od koleżanki Jackie która prowadzi stragan z warzywami. Jackie rano kupuje tosta z bekonem i dolewa do niego sosu octowego. Pamietam to jeszcze z czasów pracy w kawiarni i zawsze wydawało mi sie to zwyczajnie obrzydliwe! Lennox przy okazji ogarnia nam zniżkę do małej śniadaniowej knajpki zaraz obok Full City - Chino's. Maja tam standardowo full english, kanapki, bajgle itp. Pod wieczór kiedy wszelkie biznesy sie zamykają często dostajemy jedzenie za darmo również z innych miejsc. Regularnie stoi kolejka kurierów oraz legendarny Edward przy Eat po kanapki i sałatki których nie sprzedali w ciagu dnia. Dlaczego Edward jest legendarny? Jest on kolejną zagadką Leather Lane. Człowiek ten najwyraźniej wyjechał ponad dwa lata temu z USA do Londynu. Od tamtej pory mieszka w hostelu w połowie drogi miedzy lane a king cross. Zawsze puszcza bardzo dziwny typ jazzu z głośnika przymocowanego do jego roweru. Muzyka jest dość głośna wiec nawet ze sporej odległości słyszę ze nadchodzi. Gdy pada deszcz Edward zawsze nosi żeglarski sztormiak - spodnie, kurtka a nawet śmieszną czapeczkę. Kiedyś spytałam czy zdaje sobie sprawę że nosi zestaw żeglarski. Odpowiedział mi, że owszem, że podobno w stanach mieszkał gdzieś nad oceanem i często wypływał na rejsy. Dodatkowo Edward wie wszystko o kokainie. Jeżeli macie ochotę zaczerpnąć wiedzy w tym temacie to Ed opowie wam wszystko: ceny, rodzaje, rodzaj uniesienia po zażyciu , kraj pochodzenia oraz historie jakie mu towarzyszyły (często pełne sexu i kobiet) kiedy to brał. Gdy jednak zapytacie go o dom w stanach to odpowie, że ma kochająca żonę i ogromny dom, który jest teraz pusty od kiedy dzieci się wyprowadziły. Edward ma przy okazji obcykaną całą gastronomię w Londynie. Dostaje pełno żarcia za free a przed moim wyjazdem chwalił się że raz w tygodniu chodzi do jakiejś knajpy na wine tasting gdzie upija sie za darmo pysznym winem. Edward to chodząca rewelacja - przysięgam. Jednocześnie to bardzo dobry człowiek z typowym dla Amerykanów udawaniem, że cie słucha i obchodzi go to co mówisz (chyba z pięć razy mówiłam mu że mam chłopaka i za każdym razem bym bardzo zaskoczony !). Edward jak każdy jest mile widziany w full city. Georg jako że tez jest z USA często ucina sobie z nim długie pogawędki - co tam w stanach piszczy. Edward przywozi im zresztą kupę żarcia co szczególnie cieszy Stewarta bo to duży facet i Jeanine bo ona uważa że Georg nic nie je tylko pracuje i gada. Co jest zresztą prawdą - dlatego jest taki chudy. Full city to chyba najlepszy sklep rowerowy na świecie . Nie chodzi o jakość serwisu chociaż ja muszę przyznać nie mogłabym być bardziej zadowolona! Ale o atmosferę! To najmniejszy sklep na leather lane ale z największym sercem. Drzwi zawsze są otwarte jak chcesz wpaść pogadac , napić sie słynnej przelewówki i posłuchać muzyki. Nie jestem wstanie powiedzieć ile wieczorów własnie tak spędziłam i to były wspaniałe chwile. Jeanine - partnerka Georga w biznesie (i nie tylko!) prowadzi również zajęcia typu Spinning. Bardzo chciałabym szczeże je polecić ale... byłam raz i nawet z kondycją kuriera byłam wykończona! Nigdy się tak nie spociłam w życiu! Oczywiście pół żartem pół serio - jak najbardziej polecam podpytać Jeanine jak będziecie w Londonynie bo tak naprawdę to świetna sprawa!Jeżeli odwiedzisz leather lane w weekend spotka Cię - cisza. Tak wlaśnie. Tylko kilka miejsc na lane w weekend jest otwarte. Polecam odwiedzić kawiarnie Prufrock. Mają charakterystyczne drzwi z uchwytami zrobionymi z temperów do kawy zamiast klamek. Parzą zresztą rekreacyjną kawę a ich wegańskie browni jest chyba najlepszym ciastem jakie jadłam zaraz po babcinym pierniku. Otwarty jest standardowo subway, pub przy full city w którym wszyscy kurierzy sikają ale nikt nic nie kupuje oraz KIN. To restauracja azjatycka. Matko jakie tam maja pyszne żarcie ! Serio teraz kiedy to pisze tak w zasadzie to jestem w samolocie z Tajlandii do Melbourne. I wierzcie mi tak dobre zielone curry jak oryginalne tajskie można zjeść tylko w KIN! Oczywiście otwarte jest tez w Full city i od razu ostrzegam jeżeli myślisz, że umówisz się z Georgem na szybki serwis w sobotę rano to od razu mowię nic nie planuj na później. Na miejscu powstaje jakaś czasowa czarna dzióra! Przychodzisz - przychodzą odziwo znajomi, kupujecie po cydrze, rysujecie kredą po ulicy, testujecie różne rowery, pijecie kawę i boom już 14! Klasyk. A jeżeli planujesz alley cat (kurierski wyścig) na 15 to od razu mówię, że jak zacznie sie o 17 to i tak dobry czas. Ale zdecydowanie najlepszym dniem na wizytę na leather lane są piątki. Kiedy to po 17.30 zjeżdżają sie wszyscy kurierzy i znajomi na rowerach. Wszyscy siedzą na chodniku, piją piwko i po prostu cieszą sie sobą. Chłopaki robią triki na fixach, czasem ktoś wpadnie z deskorolką. Ktoś puszcza muzykę, ktoś wcina darmową kanapkę z Eat. Jest wesoło czasem za głośno. Atmosfera troszkę jak z festiwalu. Zdarza sie, że niektórzy lekko przesadzą i trzeba potem przypinać rower do ich własnego paska bo zasnęli
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)