Naszło mnie dziś na gotowanie polskich potraw. Rosół powoli sobie "pyrka", będzie sałatka jarzynowa, schabowe z mizerią i ziemniaki.
Ale do rzeczy.
Na czym polega zawód kuriera?
Ogólnie rzeczy biorąc na przewiezieniu przesyłki od nadawcy do adresata w możliwie jak najkrótszym czasie. W standardowym wyposażeniu każdego z nas jest oczywiście rower, radio, które służy do komunikowania się z kontrolerem - człowiekiem, który wysyła zlecenia, telefon lub/i Xda oraz możliwie duża torba lub plecak. W firmie w której pracuje korzystamy z aplikacji na telefon. Wygląda do tak, że każdego ranka loguje się do aplikacji, następnie sącząc darmową kawę w Waitrose czekam aż Jay (mój kontroler) wywoła mnie przed radio. Dla nich funkcjonuje jako 129. Rosa moja kumpela to 125. Tak jest... zostaliśmy numerami. Niektóre firmy korzystają z pseudonimów. Adam pracował kiedyś dla CitySprint (jednej z największych firm kurierskich) tam nazywano go Biggie Smalls. O ile pamiętam Connor to Sugardaddy a Scot - CandyCrusher. Wymyśliłam sobie, że jak kiedyś przejdę do tej firmy, będę się nazywać WonderWoman lub PrincessLeja.
Zwykle około 9 rano przez radio słyszę "129! mornig morning some details for you" . Wtedy odpowiadam "129 ROGER". Roger to najczęściej padające słowo z każdym kurierskim radiu. Jest to pewnego rodzaju akceptacja tego co kontroler stara się przekazać. Coś na zasadzie "tak jest, przyjęłam". Nigdy się zastanawiałam się dlaczego właściwie Roger a nie na przykład Brayan albo inny Joe. Funkcjonują również przeróżne kombinacje naszego Rogera. Roger Dogger, Rogaaa, Rog itp.
Przez radio mile widziane są raczej krótkie komunikaty gdyż kontroler nie jest tam tylko po to żeby z tobą plotkować. Jeżeli właśnie odebrałam przesyłkę mówię tylko "129, POB" co oznacza "package on board". Gdy właśnie coś dostarczyłam i wiem, że w mojej torbie nie ma już żadnych innych przesyłek mówię "I am empty". Wszystkie te zwroty są używane w zwyczajnych kurierskich rozmowach. Gdy dzwonię do Adama, żeby złapać się na kawę pytam go "are you empty now?". Podobnie jest z rogerem. Jest to nasza odpowiedź na wszystko.
Czasem zdarzają się dłuższe rozmowy z kontrolerami. Lubię ich słuchać w czasie jazdy, czasem można się serio pośmiać gdy Jay zacznie sobie podśpiewywać jakieś stare hity albo gdy się wkurza bo ktoś nie odbiera przed radio. Jakiś czas temu usłyszałam, że skopie nam za to tyłki. Za nie odpowiadanie przed radio, a nie przez słuchanie jak śpiewa. Adam, w aktualnej firmie znany jako Kilo33, mówi, że u niego przez radio kontroler non stop opowiada o swoim życiu prywatnym. Szkoda, że Jay rzadko dzieli się jakimiś pikantnymi szczegółami. Na dobrą sprawę to ja nawet nie wiem jak on wygląda a słucham jego głosu prawie 10 godzin dziennie. Jest z nami od niedawna i jakoś nie było powodów w ostatnim czasie żeby jechać do biura na Acton.
Niektóre dni bywają bardzo powolne. Jedziesz sobie z jednym listem, dostarczasz a potem przez 30 minut sączysz kawkę u Georga w Full City z jego przelewowego ekspresu. Osobiście uwielbiam tę kawę u niego. Czasem jest tak, że jest dopiero dwunasta a ja już przejechałam cały Londyn i to kilka razy. Bywa, że w ciągu dnia nie ma nowego zlecenia przez godzinę. Lubie wtedy rozłożyć się na trawie z którymś z parków. Mam kilka ulubionych. Lincoln Fields jest jednym z moich faworytów w dodatku w samym centrum, zaraz za stacją Holborn. Kładę rower, torba pod głowę, radio w łapie i zamykam na chwilę oczy dopóki nie usłyszę "129!". Są takie dni, że jedziesz i nie ma czasu na żadną kawę lub jedzenie. Dlatego zawsze mam jabłko i jakiegoś batona. Można jechać i w między czasie przeżuwać. Ostatnio jakiś taksówkarz bez przyczyny, krzykną na mnie, żebym przestała z łaski swojej jeść. Pomachałam mu jabłkiem przed szybą i spytałam czy chce gryza.
Ogólnie londyńskie taksówki to najwięksi wrogowie kurierów. Jest to wzajemna nienawiść. Jeden z kurierów ma wytatułowane na łydkach "fuck taxies".Ci taksiarze muszą go serio nie znosić. Rosa natomiast naszyła sobie na getrach "love taxies" ale wątpię, żeby jaki kolwiek taksiarz był dla niej w związku z tym milszy.
W ciągu dnia jak tak sobie kurieruje najmilej jest spotkać kogoś znajomego na drodze. Znacie ten moment gdy jesteś w autobusie, mija was kolejny autobus kierowcy machają sobie lub przybijają piątką na światłach? To samo jest z kurierami. Zwykle jesteśmy w wirze pracy więc czasem miniemy się dzieląc tylko uśmiech lub kiwnięcie głową. Chyba, że jest to Adam, który ma słuchawki na uszach, znowu mnie nie widzi i ja pędzę za nim jak wariat krzycząc na całe ulice jego imię.
Czasem spotykasz innego kuriera przy budynku z którego właśnie masz pick up lub dostawę. Wtedy zawsze pada pytanie jak bardzo jesteś dziś "busy", lub w moim przypadku "nie wiesz gdzie mają loading bay?". Ponieważ jak wiadomo jestem na drogach dopiero od niedawna i ciągle mam z tym kłopot. Gdy popadam już w całkowitą panikę bo nie mogę znaleźć budynku lub jakiegoś post room'uy dzwonię do Adama bo w 99% on kiedyś już tam był.
Wolę zapytać jego niż Jay'a przez radio ponieważ on pewnie odpowiedział by "powinnaś wiedzieć, jesteś przecież kurierem".
Zdarza się, że jakiś kurier, którego nie znam zagada do mnie na drodze. Dziewczyn kurierek jest nie wiele dlatego stanowią one swoistą atrakcje. Bycie kobietą jednak nie sprawia, żeby kontroler traktował cię łagodniej niż innych. Dostajemy tyle samo zleceń co faceci i wozimy ciężkie przesyłki. Czasem ludzie z recepcji są w szoku gdy dostarczam jakieś mega ciężkie pudło dokumentów. Wiedzą, że wiozłam to na swoich plecach całą drogę przez miasto. Raz trafiło się, że to odebrania było kilka wielkich pudełek. Tego nie byłam w stanie wcisnąć do swojej torby więc dałam znać Jay'owi przez radio, żeby wysłał po to kogoś z samochodem.
Pod koniec dnia prawie zawsze zaglądam na Leather Lane. Kupuje truskawkowy cydr w alkoholowym obok Full City i wypijam go dosłownie w minutę. Jeżeli jestem przed osiemnastą, zjadam którąś z kanapek z Greggs'a, którego właśnie zamykają i rozdają za darmo to co się nie sprzedało. Wpada tam pewna starsza pani, z Polski. Zdaje się, że ma na imię Wanda. Zawsze mnie zagaduje i zadaje mnóstwo nie zręcznych pytań, takich jak "a czemu nie masz męża". Ale jako dobrze wychowana polka grzecznie na wszystko odpowiadam i z udawanym zainteresowaniem słucham o jej wnukach. Do późnego wieczora gadam z kurierami o przygodach danego dnia, rowerach i pracy. Wpadam do Georga, który prawie zawsze ma pełne ręce roboty i ciekawą historię do opowiedzenia. Wracam do domu około dziewiątej. Zwykle zasypiam na kanapie próbując socjalizować się z moimi współlokatorami. Po tylu wyjeżdżonych milach po prostu padam. No ale przecież jestem kurierem więc to chyba normalne ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz