sobota, 21 maja 2016

czy kurierzy są "fit"?

"Musisz być w świetnej formie skoro tyle jeździsz" - myślę, że każdy kurier słyszy to co najmniej kilka razy dziennie. Mimo naszych twardych mięśni nóg czy tak naprawdę jesteśmy w dobrej kondycji? Czy Ewa Chodakowska może się schować przy kurierach z Londynu?
Adam kiedyś powiedział, że kurierzy faktycznie byli by super "fit" gdyby nie nasz sposób odżywania. Oczywiście, każdy kurier jest inny i jest sporo takich, którzy odżywają się zdrowo a nawet nie piją piwa (?!). Ale potraktuję nas teraz dość ogólnie. Otóż niestety, przez to, że ciągle jesteśmy w biegu często sięgamy po tak zwane śmieciowe jedzenie. Na wstępie dodam, że tutaj większość jedzenia, które będę opisywać nie jest traktowana jako śmieciowe. Wierzcie mi tutaj wasze wymagania wobec jedzenia mocno spadają. Kiedyś myślałam, że fasolka w sosie pomidorowym na śniadanie to paranoja. Teraz? Jajka z fasolką.... mmmm.... już wiem, co zjem rano!
Jednym z najlepszych przyjaciół kurierów jest sieć kawiarni Prett Manager. Jest znacznie tańsza niż Starbucks i mają lepsze jedzenie. Najtańsza kawa w Prett kosztuje 99 pensów. Filtrowa czarna lub z mlekiem. Kawa to nasze paliwo. Kiedyś Atis powiedział mi, że kawę i kurierów łączy magiczny związek. Modne są kawiarnie w stylu "rowerowym", z serwisem jak np. Look mum no hands. No i bariści. Już nawet w Warszawie zauważyłam, że większość z nich ma fioła na punkcie rowerów. Ale do rzeczy. Otóż Prett oferuje sporo dobrego jedzonka w całkiem rozsądnej cenie więc jak nie mam czasu żeby usiąść i zjeść wpadam tam i kupuje wrapa z avocado i czymś tam jeszcze i zjadam jadąc. Jak z kasą kiepsko (czyli prawie zawsze), zamiast do Prett'a idę do Tesco. Szczególnie jak dopada mnie taki mniejszy głód lub pada. Tam mają dział z ciepłymi kanapkami. Tutaj bardzo popularne są wszelkiego rodzaju dziwactwa jak np. ciasto ala francuskie z białą kiełbasą w środku lub plasterkiem steka. Wiem, że to brzmi okropnie ale wierzcie mi... pycha! Kupujesz takie coś, bierzesz w łapę, zjadasz i od razu dzień staje się lepszy. Wszelkie fastfoody... mcDoland czy Subway. Zwykle w piątek gramy z Adamem w grę, którą wymyśliła Rosa. Za każdego kuriera, którego znamy i  zobaczymy na drodze tego dnia dostajesz 1 punkt. Jak widzimy się wzajemnie to dostajemy extra po 2 punkty. Jeżeli widzisz tego samego kuriera kilka razy to za każdy następny 0.5 punkta. Na Leather Lane po pracy podliczamy swoje punkty i przegrany kupuje kanapki w Subway'u. Zawsze bierzemy to samo - dwa razy "italian BLT" na tym serkowym pieczywie. Dla Adama z sałatą, kukurydzą i pomidorem, dla mnie z sałatą, ogórkami, pomidorem i czarnymi oliwkami. Napoje gratis ale zwykle mamy w kieszeniach piwo. No właśnie. Alkohol. Nie oszukujmy się, piwo tuczy i to bardzo. Ja nie pije codziennie ale chłopaki ZAWSZE po pracy wypijają przynajmniej jedną puszkę. Są weekendy, że ciągle coś się dzieje, jak ostatnio - tu grill, tu zawody. Kilka piwek na słoneczku a mięsień piwny rośnie. Potem jedziemy na pizze to New York Fold, potem jakieś lody...
A właśnie. Cukier.  Teraz jak o tym pisze to zjadam tosta z dżemem. Ktoś kiedyś powiedział, że rower to maszyna napędzana cukrem i powietrzem. I jest to cholernie celne stwierdzenie. To może zrozumieją bardziej kobiety... bo gdy kobieta ma "te dni" ma straszną ochotę na słodkie. OGROMNĄ. To kurierzy mają coś takiego cały czas. Connor zjada tyle tabliczek czekolady, że kupuje w Sainsburym najtańsze bo na Cadburry nie chce już tyle wydawać. Ostatnio stwierdził, że je za dużo więc zamiast czekolady je batoniki Snickers. Twierdzi, że są zdrowe bo przecież mają orzeszki. Wspominałam, że codziennie na Leather Lane zamykają Gregg'sa i można wziąć kanapki za darmo? Rozdają też pączki, croissanty i różne inne wypieki. Zawsze biorę słodkie! Mam nawet swoje ulubione punkty kupowania wypieków. Jak mam pick up z Whitfield Street to za rogiem jest takie urocze Tesco z ogromnym działek świeżo pieczonych ciastek. Zawsze kupuje tam a to pączka, a to croissanta albo mojego ulubionego cynamonowego zawijasa z lukrem. Jak pada deszcz a ja nie mam zleceń to nie ma nic lepszego niż usiąść w Prett'cie zamówić te tanią kawkę i zjeść czekoladowego croissant'a. W Sainsburym natomiast mają sześciopak pączków takich ala nasze polskie z dżemem za 70 pensów. One ratują życie nie raz! Od razu dodam, że to nie jest tak, że nie staram się jeść zdrowo. Serio bardzo się staram! Ale jako kurier jesteś po prostu WIECZNIE głodny. Żeby wam to uzmysłowić opiszę jak pod kątem jedzenia wygląda mój dzień:
6.30 rano: wstaje, wypijam gorącą wodę z cytryną, parzę kawę we french pressie, robię śniadanie i jedzenie na póniej
7.00: jem śniadanie. Zwykle są to: dwa tosty ciemnego pieczywa, dwa smażone jajka na oliwie z oliwek, jakieś warzywa, sałata lub rukola, ser, szynka. Wiem, że wydaje się to strasznie dużo ale wierzcie mi... jak nie najecie się przed kilku godzinną jazdą to zaraz będziecie głodować!
9.00: jak nie mam zleceń piję kawę. Darmową w Waitrose lub tę za 99 pensów w Prett, jak jestem przy kasie to kupuje coś słodkiego do kawki.
12.00-12.30: dopada mnie mały głód niczym ten żółty potworek z reklamy Danone. Biega za mną jak pedałuje przez miasto. Zjadam jabłko lub batonika, ostatnio staram się kupować batoniki typu flap jack. To takie pseudo zdrowe, ziarniste cuda.
14.00-15.00: jestem strasznie głodna. Zjadłabym konia z kopytami. Czasem trafia mi się chwila przerwy w tym czasie więc zasiadam w parku i pałaszuje na trawie. Jak nie to zjadam pomiędzy zleceniami. Stojąc dosłownie na chodniku przy rowerze. Co robię sobie na lunch do pracy?
Zwykle jest to ryż, kasza lub makaron z warzywami. Np. mozarella, suszone pomidory, makaron, szpinak. Albo jak dziś: makaron, tuńczyk, majonez light, kukurydza i sałata.
17.00: znowu burczy mi w brzuchu. Zwykle o tej porze mam sporo pracy więc staram się zignorować głód tym bardziej, że może uda mi się wyrobić na zamknięcie Gregg'sa i dostać coś za free. Jak wiem, że to na pewno nie nastąpi kupuje coś w sklepie i zjadam jadąc.
19.00: jeżeli nie jestem na Leather Lane to gotuje coś w domu. Czasem nie jest to nic wyszukanego. Dziś miałam frankfuterki (jeszcze z Polski od taty!), pomidor, sałata i bagieta. Wczoraj: rybka, ziemniaki i groszek. Czasem po prostu zjadam ciepłego, cynamonowego bajgla. Chyba, że moi współlokatorzy coś upichcą. Timi robi świetne azjatyckie zupy ( jest z Tajwanu) a Cezar najlepsze makarony (jest z Hiszpanii).
Po 20'tej staram się nie jeść ale różnie to bywa. Idę spać około 22 i jak pomyślę sobie ile dziś zjadłam to mnie to przeraża. Ale z drugiej strony - kurierzy nie tyją. Pewnie, że kilogramy spadałaby jak szalone gdybym trzymała się jakiejś diety ale to jest nie możliwe. Potrzebujemy paliwa! Piwa? ;)

1 komentarz:

  1. http://www.dyskretnyurok.pl/2016/06/czy-to-bajka-czy-nie-bajka-z-okazji.html

    spóźniony prezent z okazji Dnia Dziecka
    ;)

    OdpowiedzUsuń